BOBASY I JĘZYK ANGIELSKI

Język angielski w naszym domowym środowisku

Bezpośrednią relację z nauki moich dzieci rozpoczęłam podczas nauczania bliźniaczek. Mam na myśli codzienną obserwację dziewczynek i odnotowywania ich zachowań. Mam informacje o wynikach na bieżąco. Należy pamiętać, iż podczas nauki Klaudii otaczające nas środowisko było nieco inne aniżeli te aktualnie nas otaczające. Klaudia rozpoczęła naukę języka angielskiego praktycznie od  1-ego miesiąca życia, kiedy mama nie pracowała, poświęcała czas jedynemu dziecku, była wypoczęta, na wszystko miała czas. Podobnie było z tatą, z tą tylko różnicą, iż tata był mocno aktywny zawodowo.

Środowisko Klaudii – jako jedynemu dziecku, my rodzice poświęcaliśmy wiele czasu. Pracowaliśmy z Klaudią praktycznie od narodzin jednak z większym nasileniem powiedziałabym od 3 miesiąca życia. Kiedy piszę z większym nasileniem mam na myśli wprowadzenie, oprócz mówienia do dziecka po angielsku, materiałów anglojęzycznych: książeczek czy płyt CD. Mama była w domu, więc językiem większości był język angielski. Wokół nie było polskojęzycznych osób – Dziadków, Niani, Gosposi. Od 8-ego miesiąca dołączyła do nas znajoma kanadyjka, która przebywała z Klaudią od 3-6 godzin tygodniowo przez około 8 miesięcy. Dodatkowo od 6 miesiąca życia Klaudia uczęszczała z mamą na język angielski do szkoły językowej i uczyła się angielskiego metodą Helen Doron. Naukę języka angielskiego rozpoczęła od poziomu Baby Best Start (BBS).

Środowisko Bliźniaczek – z jednego dziecka zrobiło się troje co znacznie zmieniło środowisko do nauki języka angielskiego w domu. Zmęczona mama, zabiegany tata troszkę mniej czasu poświęcają nauce języka obcego. Pojawiają się wokół polskojęzyczne osoby, praktycznie od narodzin dzieci. Nianie, które są codziennie przy dzieciach wprowadzają sporo języka polskiego do naszego domu. Towarzyszące zamieszanie i ogólny chaos przy tak licznej rodzinie powodują, że zaczynamy poważniej myśleć o języku angielskim dopiero jak opadają emocje i mija ogólne przemęczenie, powiedziałabym, od 6-ego miesiąca życia bliźniaczek. Do nauki języka w domu wykorzystujemy, Baby Best Start (BBS) metodą Helen Doron. Do szkoły językowej dziewczynki zaczynają uczęszczać od 12 miesiąca i zaczynają od „It is a baby Dragon”.

 

8 Przemyślenia na temat “BOBASY I JĘZYK ANGIELSKI

  1. Cześć, jestem pod dużym wrażeniem Waszej determinacji w nauce języka. Przeczytałam kilka postów, ciekawe. Gratulacje, dzieci fajnie mówią po ang kiedyś myślałam, że też będę mówić do dzieci po ang ale gdy zaczęlam okazalo się, że nie potrafię wszystkiego powiedzieć. Np. Po jedzonku chciałam powiedzieć, że ”teraz strzepnę resztki jedzenia ze śliniaczka” i potrafiłam tylko powiedzieć, I will clean it. Zniechęciłam się. Syn ma teraz 21 miesięcy. Powrociłam do tematu. Nauczyłam go ”what does a cow say? What does a dog say? I tak samo goose, cat, monkey. On naśladuje zwierzatka. I pieknie. Chcialabym go cos uczyc, ale nie mowic non stop bo to dla mnie meczace. Wszystko chce powiedzieć z perfekcyjna wymowa i bez zadnych bledow. Co polecasz? Oprocz Helen Doron

    • bobospeaks.pl on Styczeń 23, 2018 at 11:41 said:

      Cześć, widzę, że większość mam ma te same rozterki:) obawy, że nie są w stanie powiedzieć swobodnie wszystkiego o czym pomyślą. U mnie te rozterki przyszły nieco później. Dopóki dzieci są małe, nie wymagają skomplikowanych konstrukcji i wyszukanego słownictwa. Nawet wychodziłam z założenia, im prościej tym lepiej. Oczywiście super, jeśli rodzic potrafi powiedzieć np. przytoczoną przez Ciebie frazę w sposób poprawny i możliwie zbliżony do native speakera (pewnie Angliści mają znacznie łatwiej). Musisz sobie jednak odpowiedzieć, czy wolisz, aby Twoje dziecko potrafiło powiedzieć chociaż ” I will clean it” w przyszłości, czy nie potrafiło w ogóle.
      Jeżeli nam brakowało słownictwa, to nie wymyślaliśmy na siłę. Staraliśmy się możliwie bezbłędnie powiedzieć to czego byliśmy pewni, czasami szybko sprawdziłam w Internecie jakiej konstrukcji powinnam użyć i wracałam do tematu ponownie, bardziej przygotowana. Kłopoty z angielskim zaczęły się u mnie, jak Klaudia miała około 4-5 lat i zaczęła pytać np. o kosmos, skąd bierze się burza, pioruny itd. Brakowało mi wówczas słownictwa w danym temacie i momencie. Przechodziłam wówczas na polski (gdyż w tym wieku, mieszałam języki) i tłumaczyłam po polsku. Po jakimś czasie przeczytałam w Internecie po angielsku artykuł o burzy i wracałam do tematu wieczorem przed spaniem, zaczynając po angielsku: pamiętasz jak rozmawiałyśmy dzisiaj o burzy… i przerabiałam ten sam temat tylko po angielsku.
      Twoje dziecko nie ma jeszcze 2 latek, więc może jednak warto próbować mówić do niego na tyle na ile jesteś przygotowana. Jeżeli męczy Ciebie zbyt długie mówienie po angielsku, to może obierzesz strategię wyboru kilku dni w tygodniu, kiedy mówisz do dziecka tylko po angielsku i innych dni, gdy mówisz do dziecka po polsku.
      Myślę, że czytanie książek po angielsku zda egzamin. Nie męczysz się wówczas tak bardzo, gdyż słownictwo masz podane na tacy. A wymowa? to ponownie pytanie do Ciebie (zachęcam do przeczytania postu „Co z błędami”)
      Odtwarzanie płyt to kolejna rzecz, która wyręcza Ciebie z mówienia. Ja osobiście korzystałam z materiałów Helen Doron, o czym już czytałaś. Była jednak taka seria książeczek, z których także korzystałam jak moje dzieci miały około 2 lat, link poniżej:
      https://www.bookcity.pl/george-the-kitten-goes-on-holiday-moje-pierwsze-angielskie-czytanki/pid/39186
      Proste, powtarzające się słownictwo. Gdy przeczytałyśmy 4 książeczki (George the Kitten goes on holiday, Cathy the Mouse is sad at night, Milly the Monkey likes bananas, Benjamin the bear bakes the cake) i dziewczynki znały słownictwo, puszczałam wówczas CD z lektorem, który czytał po angielsku. Słuchały z zainteresowaniem. Orientowały się, że znają już te bajki i chętniej słuchały wersji z odtwarzacza. Płyty CD załączone do tych książeczek, mają tłumaczenie polskie, więc ja osobiście puszczałam dzieciom tylko i wyłącznie część po angielsku.

      • Dziękuję za komentarz i cały blog 🙂 Dodaje mi to motywacji:) Spróbuję mówić do niego porankami, kiedy jest wyspany i „chłonny”. No i będę trzymać się podstawowej zasady, nauka przez zabawę. Także English Fun Mornings:)

        • bobospeaks.pl on Styczeń 27, 2018 at 19:44 said:

          Gdybym miała Tobie jeszcze Basia coś podpowiedzieć, to chyba to, abyś znalazła w sobie na tyle motywacji do nauki swojego synka, aby uczyć go przynajmniej do 3 roku życia. Teraz jest jeszcze mały i nie kwestionuje tego co do niego mówisz, nie zadaje pytań, nie grymasi. Później może być już tylko trudniej. Mam na myśli moment, gdy zacznie przedszkole. Po pierwsze chętniej będzie używał polskiego, po drugie coraz śmielej zacznie zadawać pytania, dlaczego zwracasz się do niego inaczej niż np. Pani w przedszkolu. Do tego zwyczajnie odpadną Tobie te poranki:), które teraz masz zarezerwowane właśnie dla niego i właśnie na angielski. To będą już poranki w przedszkolu z językiem polskim.

          Myślę jednak, że jakiekolwiek działania podejmiemy przyniosą one określone rezultaty. Zawsze dziecku zostanie coś przekazane, co być może ułatwi naukę w przyszłości. Być może pewnego poranka z angielskim, zapisze się coś w głowie co później przypomni się na kartkówce z angielskiego lub w innym podobnym momencie.

          • Dzięki ☺ już teraz gdy zaczynam mówić po angielsku to czasem macha rączką na nie. Muszę uruchomić satelitę i znaleźć jakieś bajki po ang. Narazie puszczam mu ”dino learns colors” i ”fireman Sam”. Fajnie, że miałaś wsparcie w mężu, mój umie, ale rzadko mówi. Masz rację, że im prościej tym lepiej, chociaż takie słówka jak nocnik, betoniarka musiałam znaleźć pozdrawiam

          • bobospeaks.pl on Styczeń 30, 2018 at 13:55 said:
Kliknij na zakładkę , aby wybrać, jak chcesz zostawić swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *